Dow Jones kierunek 36 000 punktów!
Zbigniew Papiński | Poniedziałek [21.09.2009, 14:30]
7 komentarzy / Skomentuj
Kupować akcje?
Niemal równo 10 lat temu ukazała się książka, której autorami są James K. Glassman oraz Kevin Hassett, pod wielce wymownym tytułem „Dow 36,000”. Zdaniem Glassmana i Hassetta indeks Dow Jones miał dotrzeć do wspomnianych 36 000 punktów w horyzoncie od 3 do 5 lat. Jak się to skończyło? Wystarczy zerknąć na wykres i odpowiedź gotowa. Dow Jones nie tylko nie wybił się do wspomnianych 36 000 pkt, ale wręcz stracił. Nic dziwnego, że używana książka obecnie jest dostępna w księgarni internetowej Amazon.com w cenie już od 33 centów plus koszty wysyłki.
Czy okrągła rocznica tej jednej z wielu katastrofalnie nietrafnych prognoz ma nam posłużyć do drwin i dworowania z autorów? Niekoniecznie. Lepiej zbadajmy przyczyny ich klęski, a wnioski z błędów powinny poprawić nasze rezultaty inwestowania. Bliżej przyjrzał się tej publikacji prowadzący bloga the Big Picture Barry Ritholtz .
Motywem przewodnim książki było założenie, że akcje są tak znacznie niedowartościowane, że w kolejnych latach nastąpi gwałtowna eksplozja ich kursów. Teza wydaje się o tyle zaskakująca, że Glassman i Hassett pisali to w momencie, gdy Dow Jones rósł praktycznie nieprzerwanie od kilkunastu lat. Możliwe, że na ich wyobraźnię podziałało dotarcie przez indeks do 10 000 punktów w maju 1999 roku rosnąc w wieloletniej hossie od 1982 roku zaczynając od poziomu zaledwie 808 punktów, przynosząc średnioroczną stopę zwrotu w tym okresie ponad 16%.
17 lat hossy skłoniło autorów do wysunięcia kolejnych śmiałych tez:
1. „Kup i trzymaj” najlepszą strategią
2. Wartość jest względna
3. Ryzyko rynku akcji jest wyolbrzymiane przez malkontentów
4. Cykle gospodarcze zniknęły
Tymczasem minęło kolejnych 10 lat i Dow Jones znowu znalazł się w okolicach 10 000 punktów, na dodatek po dynamicznym odbiciu od dna w marcu tego roku. Co więcej, z racji konstrukcji tego wskaźnika nie odzwierciedla on do końca tego co działo się z akcjami konkretnych spółek, bo te z kłopotami są po prostu usuwane z niego jak chociażby ostatnio General Motors czy Citigroup. Tymczasem posiadacze tych akcji, którzy nie zdecydowali się w pewnym momencie na ucięcie strat tylko zdecydowali się zostawić je w portfelu znaleźli się w nie lada kłopocie - co zrobią z walorami GM? „Kup i trzymaj” sprawdza się doskonale i owszem, ale w trakcie hossy.
Pompowanie kursów akcji do niebotycznych poziomów czasem sprawia, że uczestnicy rynku dochodzą do mylnego wniosku, że wewnętrzna wartość spółek przestaje się liczyć. Faktycznie tak bywa w momentach, gdy tłum w amoku wyrywa sobie nawzajem z rąk akcje. Wtedy najważniejsze jest, aby trzymać walory jak najdłużej i uważać, żeby nie zostać z nimi po załamaniu się trendu wzrostowego. Potem jednak dochodzi do otrzeźwienia, a z czasem do wychylenia się wahadełka w drugą stronę, kiedy panika powoduje, że tym razem ceny stają się dramatycznie niskie. Są to czasy zakupów, ale wejście na rynek też nie jest proste, bo rynki potrafią bardzo długo pozostawać irracjonalne i spychać ceny coraz niżej. Na pewno przydaje się w takich przypadkach analiza techniczna, dzięki której łatwiej ustalić czy już minęliśmy dno.
Ryzyko oznacza możliwość straty. Gdyby giełda była wyłącznie maszynką do robienia pieniędzy, jaki sens miałoby trzymanie pieniędzy na lokatach czy w obligacjach? W końcu długoterminowo giełda przynosi wyższą stopę zwrotu. Niestety, nie ma gwarancji, że nie trafimy na taką spółkę jak Toora w Polsce czy Lehman Brothers w USA, a nawet jeśli kupimy akcje solidnej spółki, ale w złym momencie, bywa, że nie starczy nam życia na doczekanie się choćby na zysk pokrywający inflację. Poza tym trzeba też brać pod uwagę ryzyko polityczne – przykładowo: podniesienie podatków może doprowadzić do odpływu kapitału z danego kraju.
Wreszcie ostatnie założenie o zniknięciu cykli gospodarczych też raczej trudno obronić, o czym boleśnie przekonują się miliony ludzi tracących pracę na całym świecie w trakcie wciąż trwającej, czy w wersji optymistycznej kończącej się recesji. Na pewno nie jest łatwo precyzyjnie je wyznaczyć, lecz ich istnienie jest bezsporne i na pewno obecne spowolnienie gospodarcze w Polsce musi się w pewnym momencie skończyć. Pytanie „kiedy?” jest już trudniejszą kwestią.
Wypadałoby sobie życzyć, aby prognoza z 36 000 punktów stała się faktem za kilka lat, lecz na razie twardo stąpajmy po ziemi i wielkim sukcesem na najbliższe lata byłoby pobicie rekordu z 2007 roku i dotarcie do 15 000 pkt.
Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansówz dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wynikudecyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.
Komentarze Czytelników (7)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
15:24 [21.09.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
15:41 [21.09.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
16:53 [21.09.2009]
Głównym problemem amerykańskkiej gospodarki stało się powstrzymanie rozprzestrzeniania amerykańskiego korporacjonizmu i modelu funkcjonowania. Autorzy jak i wielku innych po upadku muru berlińskiego widzieli 1 miliard klientów w Chinach i drugi w Indiach, żeby nie wspominać połkniętej właśnie tzw. Nowej Europy.
Bardzo dobrze opisał to Jack Welch. A takich "fachowców" jak Glassman i Hassett już od kryzysu dotcomów wszyscy olewają.
Zgłoś Odpowiedz
luk
18:41 [21.09.2009]
Możliwe, że na ich wyobraźnię podziałało dotarcie przez indeks do 10 000 punktów w maju
>>>2009 roku<<<<<
rosnąc w wieloletniej hossie od 1982 roku zaczynając od poziomu zaledwie 808 punktów, przynosząc średnioroczną stopę zwrotu w tym okresie ponad 16%
Zgłoś Odpowiedz
Gość
20:47 [21.09.2009]
Co za żałosny troll, wypad stąd na pudelka fajansie
Zgłoś Odpowiedz
raaf
14:30 [23.09.2009]
Ładnie to obrażać innych? Frajerstwo pełną gębą. Ludzi od trolli, fajansów wyzywasz i wysyłasz na pudelka... Kto dał Ci prawdo do tego by tak traktować ludzi? Kultury i dobrych manier już ani krzty w Tobie nie ma? Wszystko można powiedzieć na wiele sposobów i inteligencja zobowiązuje do wybrania tego najlepszego (np. "nie prawda -luk- , wg. zamieszczonego wykresu wyraźnie widać, że chodzi o 99rok"). Skoro jednak Ty wybrałeś taki... Współczuję Ci, bo skoro tak się zachowujesz to pewnie miałeś samą patol
Zgłoś Odpowiedz
raaf
14:31 [23.09.2009]