Fot. stock.xchng
Jeden z najmodniejszych sektorów promowanych przez instytucje finansowe takie jak fundusze inwestycyjne stanowi grupa krajów zaliczanych do tak zwanych „emerging markets”, w tym szczególnie hołubione są te związane z BRIC. Akronim powstał od pierwszych liter nazw państw, czyli Brazylia, Rosja, Indie oraz Chiny. Po angielsku „brick” oznacza cegłę, więc tytuł dzisiejszego artykułu wydaje się jak najbardziej na czasie, ale skąd wzięła się w nim ironia wskazująca na dość wątpliwe perspektywy szybkiego zarobku?
Inwestorzy zwykle kojarzą przyszłe wysokie stopy zwrotu z wielkim potencjałem danego kraju czy rynku. Skoro tyle się mówi o błyskawicznym rozwoju Chin czy Indii, automatycznie tam lokują coraz więcej kapitału stawiając na przełożenie się dynamicznego wzrostu PKB na wyniki spółek, co z kolei podniesie wartość ich inwestycji.
Na pierwszy rzut oka postępują logicznie. Niestety fanów BRIC może spotkać spore rozczarowanie. Zacznijmy od przypomnienia technicznych ostrzeżeń, które można było znaleźć także tutaj przed przegrzaniem rynków wschodzących. Jak łatwo się domyślić, najbardziej napompowany chiński balonik nieco już stracił powietrza i po spadku o 20% i zejściu poniżej średniej 50 SMA giełda w Szanghaju mocno ostygła.
Owszem wejście tam w styczniu po odbiciu się od dna, czy w wariancie lokalnym w akcje KGHMu powiązanego z Chinami poprzez sprzedaż miedzi i srebra - co proponowałem do rozważenia na początku roku, przyniosło co najmniej satysfakcjonujące zyski, ale tempo wzrostów wydaje się nieco przesadzone i na pewno kupowanie akurat teraz niekoniecznie przyniesie profity, a przynajmniej krótkoterminowo grozi nawet stratą. W końcu Chiny odbiły od dna na przełomie października i listopada o ponad 150%. Przy okazji zauważmy, jak podobnie zachowuje się KGHM, który minima zanotował także wtedy. Co skłania nas do ostrożności oprócz techniki?
Zwykle mali inwestorzy mylą się najwięcej, bo są najczęściej niedoinformowani i w trendzie rosnącym podłączają się do rynku na samym szczycie. Wystarczy sobie przypomnieć co działo się 2 lata temu z krajowymi funduszami inwestycyjnymi. Z tego powodu nieco podejrzanie wyglądają wiadomości o rekordowych wpłatach do funduszy działających w obszarze „emerging markets”, a szczyt przypada na II kwartał tego roku.
Wszyscy ekscytują się potencjałem i ekstrapolują dotychczasowe zyski indeksów na przyszłość. Tymczasem nawet ze statystycznego punktu widzenia ich postępowanie nie znajduje racjonalnego uzasadnienia. Trzej brytyjscy ekonomiści Elroy Dimson, Paul Marsh oraz Mike Staunton zbadali stopy zwrotu z lat 1900-2005 w 17 różnych krajach i doszli do wniosku, że nie istnieje żaden dowód, że rosnące PKB powoduje równoległy wzrost rynków akcji. Czasem jest wręcz odwrotnie z tej prostej przyczyny, że trzeba przyjąć co najmniej słabą hipotezę efektywności rynków i zdecydowana większość informacji już zawiera się w cenach akcji. Z tego wynika, że co na pewno nam mówi teoria o efektywności rynków i z czym wypada się zgodzić to fakt, że rynki są bardzo konkurencyjne i zarabianie na nich jest bardzo trudne, przynajmniej dla osób starających się stale pobijać średnie stopy zwrotu indeksów. Poza tym ze względów historycznych ocena Chin czy Rosji w dłuższej perspektywie czasu jest na razie niemożliwa, bo komunistyczne władze nie pozwalały działać giełdom przez kilkadziesiąt lat.
Czy to oznacza, że moim zdaniem rynki wschodzące zaczną spadać? Niekoniecznie, bo póki trwa trend rosnący lepiej się go trzymać i na siłę nie zgadywać górek. Jednak wystarczy chwila zastanowienia czy jest możliwe, aby KGHM znowu zdrożał trzykrotnie, czyli do okolic 270 zł, aby zrozumieć, że ryzyko znacznie wzrosło i premia za nie nie jest tak oczywista.
Równie wątpliwy wydaje się powrót do 20,08 zł i czekający na takie ceny musieliby dostać wsparcie w postaci katastroficznego scenariusza w USA związanego z upadkiem dolara, co w tej chwili wydaje się mało prawdopodobne krótko- i średnioterminowo. W wielu wypadkach wystarczy zdać się na zdrowy rozsądek i jeśli doradca finansowy będzie nam zachwalał fundusze BRIC pokazując ich niesamowite stopy zwrotu z ostatnich miesięcy powinniśmy się dobrze zastanowić czy czasem nie wchodzimy na górce jako ostatni w tej fali wzrostowej.
Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansówz dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.
Komentarze Czytelników (23)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
15:17 [30.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
ja
17:10 [30.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
17:16 [30.08.2009]
widze ze juz macie poprawna cene zlota a nie jak w zeszlym tygodniu pokazujecie 450% spadku na zlocie :)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
17:19 [30.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
17:53 [30.08.2009]
Zapraszam do wzięcia udziału w konkursie: http://housik.pl/ara(…)etrze
Zgłoś Odpowiedz
Gość
18:12 [30.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
18:41 [30.08.2009]
Nie wiedziałem, że rolą pana Papińskiego jest podawanie prognoz.
Zgłoś Odpowiedz
tygrysica
19:36 [30.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
19:42 [30.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
ja
20:11 [30.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
20:15 [30.08.2009]
Osobiście chciałbym aby Pan Zbigniew nie dawał prognoz tylko pewniki
Zgłoś Odpowiedz
Gość
20:49 [30.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
21:26 [30.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
21:58 [30.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
kon-donek
00:01 [31.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
01:07 [31.08.2009]
Dobrze powiedziane a ile wynoszą te potężne rezerwy walutowe chin na jednego mieszkańca z tego co pamiętam to chyba przeszło 1500$, i trzeba pamiętać skąd konsumpcja idzie jakby zachód się nie zaczął zadłużać to chiny nie byłyby teraz potęgą a jak zaczną się tworzyć wzorce skłaniające ludzi do oszczędzania i mniejszej konsumpcji i dodatkowo kupowania tego co u nas wyprodukowane na zachodzie to takie chiny nie dadzą sobie rady, prawda jest taka że udało się im dzięki taniej sile roboczej i nic więcej a jak dolar padnie to i chiny padną taka prawda (synergia)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
07:02 [31.08.2009]
juz dzis kupuja wiecej nowych samochodów niz amerykanie buduja ponad 3000km autostrad rocznie sami dal siebie powoli staja sie poteznym rynkiem zbytu to tam pedzi biznes a siła robocza na przykładzie polski tez drozeje jeszcze 2-lat temu zapieprzaliscie za dwie miski ryzu
Bzdury piszecie bzdury mosci panowie
Dolar i ameryka jest w poteznych opałach po to Obama krazy po swiecie i sie układa z przeciwnikami a pomija sojuszników
Zgłoś Odpowiedz
Gość
07:04 [31.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
07:16 [31.08.2009]
nie ma sensu polemizowac z niektórymi odpusc sobie ślepo wierza w dolara i ameryke moze tam mieszkaja a odwiedzaja polskie strony??
Zgłoś Odpowiedz
Gość
08:34 [31.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
12:45 [31.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
kon-donek
16:54 [31.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
21:09 [31.08.2009]
buhahahahaha ha ha ha ha tak kodnonie to od 1999 chiny sie zmieniły jak podłaczyli honkong buhahahahahhahah ha ha ha
chyba to pseudo to nie przypadek he he he