Wydostaliśmy się z piekła
Zbigniew Papiński | Poniedziałek [24.08.2009, 13:35]
9 komentarzy / Skomentuj
Fot. stock.xchng
Paul Krugman jest wybitnym amerykańskim ekonomistą, który w ubiegłym roku otrzymał nagrodę Nobla za swoją pracę związaną z badaniem procesów globalizacyjnych zachodzących w gospodarce światowej. Należy nie tylko do grona uznanych ekonomistów z klasycznego nurtu (jego podręczniki ukazują się także po polsku – na przykład napisana wspólnie z Maurice’m Obstfeldem dwutomowa „Ekonomia międzynarodowa”), ale aktywność w mediach sprawia, że ten profesor z Princeton zyskał status gwiazdy regularnie zapraszanej do programów telewizyjnych. Poza tym na bieżąco prowadzi stale uaktualnianego bloga (ostatni wpis nosi dzisiejszą datę), który pisze na stronach dziennika „the New York Times”.
W weekendowym show prowadzonym przez George’a Stephanopulsa w amerykańskim kanale telewizyjnym ABC News Krugman dokonał ciekawego spostrzeżenia. Jego zdaniem większość ludzi preferuje dość radykalne widzenie świata, typu albo czarne, albo białe i podobnie jest w ekonomii. Jedni widzą gospodarki nadal w stanie recesji, a inni mówią o odrodzeniu. Ujmując rzecz jak najbardziej obrazowo znaleźliśmy się w stanie pośrednim, czyli już nie w piekle, ale jeszcze nie w niebie, tylko w czyśćcu. Całkiem prawdopodobne, że PKB w USA zacznie lekko rosnąć i oficjalnie odtrąbimy koniec recesji jeszcze tego lata, ale rosnące bezrobocie wciąż będzie ciążyło swoim balastem.
Tyle mówi Krugman, a jak przełożyć jego słowa na język inwestorów? W takich warunkach giełda może pójść praktycznie w dowolnym kierunku, ponieważ w teorii wyprzedza zjawiska makro- i mikroekonomiczne o kilka miesięcy (w tym wyniki spółek), standardowo mówi się o 2-3 kwartałach przesunięcia. Tym samym rośnie znaczenie spekulantów, bo fundamenty są bardzo trudne do oszacowania. Jedni założą optymistycznie wzrost przychodów i zysków spółek, który uzasadnia dalszy wzrost kursów ich akcji, a inni analitycy będą znacznie ostrożniejsi i mogą mówić już o przegrzaniu rynków, także od strony fundamentalnej i zalecać sprzedaż przewartościowanych walorów.
To naprawdę poważny problem dla wszystkich inwestorów, zarówno tych drobnych, indywidualnych, jak i instytucjonalnych. Poruszamy się w wyjątkowo niepewnym terenie i o ile 1500 i mniej punktów dla WIG20 mogliśmy oceniać jako niskie poziomy to obecne naprawdę trudno jednoznacznie zdefiniować. Po II kwartale wskaźniki C/Z mogą być stosunkowo wysokie, a jeszcze wyższe po kolejnych, ale giełda nie jest przecież książką do historii. Raczej handluje się tu nastrojami i oczekiwaniami na temat przyszłości.
Jak w takim razie poradzić sobie z tymi dylematami? Dla posiadaczy akcji cenną wskazówką powinno być zachowanie się indeksu S&P500, który właśnie wybił się nad swoje techniczne opory. W dobie globalizacji także giełda w Warszawie generalnie porusza się w kierunku wyznaczanym przez największych, przede wszystkim Amerykanów i Niemców (w tym drugim przypadku chodzi o nasze bliskie stosunki gospodarcze). Tym samym hipoteza brzmi, że jeśli poprzedni poziom zniesienia bessy wynikający z liczb Fibonacciego w rejonie 880 punktów świetnie się sprawdził jako wsparcie techniczne, możemy roboczo przyjąć, że podobną moc powinno posiadać 1014,14 pkt – 38,2% zniesienia bessy. Wydaje się to dość rozsądne, podejście tym bardziej, że indeks zmagał się z tym poziomem jako oporem i udało się go pokonać dopiero w piątek.
W takiej sytuacji inwestorzy obawiający się korekty na rynku akcji powinni z uwagą śledzić strefę 980-1000 punktów (dodajemy filtr, aby pominąć fałszywe wybicia w dół) na S&P500 i zejście poniżej oznaczać będzie także prawdopodobnie solidniejszą korektę w Warszawie. Na razie jednak tym nikt się nie martwi i patrzymy z zainteresowaniem na 50% zniesienia bessy na S&P500, które wypada na 1121,44 punktów. Dojście tam amerykańskiego indeksu wypełniłoby jeden z wariantów zasięgu tej fali wzrostowej, czyli około 2400 punktów dla WIG20.
Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.
Komentarze Czytelników (9)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
15:30 [24.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
głupek z wiochy
16:00 [24.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
16:28 [24.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
16:29 [24.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
16:33 [24.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
17:24 [24.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Michał Paryjczak
20:56 [24.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
01:40 [25.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
GośćDS
13:42 [25.08.2009]