Czy metoda Buffetta nadal działa?
Zbigniew Papiński | Środa [19.08.2009, 14:45]
9 komentarzy / Skomentuj
Fot. stock.xchng
We wrześniowym numerze magazynu „the Atlantic” ukazał się artykuł Megan McArdle pod tytułem „What Warren Would Do?” („Co zrobiłby Warren?”), w którym autorka zastanawia się czy metoda inwestowania propagowana przez legendarnego miliardera zachowała swoją skuteczność. Przypomnijmy, że w dużym uproszczeniu „value investing” jest typową metodą fundamentalną, czyli szukamy spółek, które rynek wycenia znacznie poniżej ich wewnętrznej wartości i kupujemy je do naszego portfela inwestycyjnego. Po pewnym czasie wybrane przez nas akcje drożeją do zakładanego przez nas poziomu, a jeśli rynek wychyla się niebezpiecznie w drugą stronę znacznie je przewartościowując sprzedajemy je. Trzeba jednak pamiętać, że Buffett z zasady jest niechętny spekulacji i szybkiej sprzedaży, więc operuje raczej w horyzoncie liczonym w latach, a nie tygodniach czy miesiącach.
McArdle wybrała się z pięciodniową wizytą do Omaha w stanie Nebraska, gdzie rezyduje „Wyrocznia”, aby zgłębić temat. Owoc jej pracy, czyli omawiany tekst zaczyna się od dość zabawnego wątku kulinarnego.
Jak wiadomo Buffett preferuje prosty styl życia i zaprasza nawet najbardziej znamienitych swoich gości takich jak Bill Gates na popularny w USA stek. Zresztą podobnie traktuje akcjonariuszy Berkshire Hathaway, którzy tradycyjnie jedzą steki na corocznym zgromadzeniu akcjonariuszy w restauracji Gorat’s. Jak wieść gminna niesie najpopularniejszy zestaw jest kopią tego, który zamawia Buffett: krwisty T-Bone stek, smażone ziemniaki z cebulą (hash browns) oraz do picia puszka Cherry Coke. Inwestorzy żartują, że w ten sposób odkryją sekret sukcesu miliardera i sami staną się tak niewyobrażalnie bogaci.
Przejdźmy jednak do poważniejszych spraw. Przede wszystkim autorka artykułu stawia zasadnicze pytanie czy metoda Warrena Buffetta jest wciąż skuteczna w dobie tak szybkiego rozwoju technologicznego? Jej protoplasta Benjamin Graham wyszukiwał przecenione spółki w czasach kryzysu lat trzydziestych. Kiedy Dow Jones stracił 90% swojej wartości spadając 8 lipca 1932 roku do minimum na 41,22 punktów ( przy okazji: 90% w dół od maksimum ostatniej hossy oznaczałoby spadek do mniej więcej 1400 punktów), Graham żmudnie dłubał w sprawozdaniach polując na fundamentalnie silnie spółki o drastycznie zaniżonej wartości.
Jego zadanie było tym łatwiejsze, że barierą była technologia i czas, który trzeba było poświęcać na żmudne analizy. Teraz komputery gwałtownie zmieniły sytuację i nawet inwestor-amator może znaleźć potrzebne mu dane wielokrotnie szybciej, nie mówiąc o zawodowcach. Rynek stał się bardziej efektywny, odzwierciedlając więcej informacji w aktualnych cenach spółek. McArdle tym samym stawia zasadnicze pytanie czy Buffett zaczynając dziś od zera miałby szansę dojść do tak potężnego majątku?
Jest to pytanie z cyklu, na które nie znamy odpowiedzi, ale prawda jest taka, że jeśli nie mamy czasu lub umiejętności, aby samodzielnie zajmować się inwestycjami najprostszą strategią jest regularne kupowanie jednostek funduszu inwestycyjnego naśladującego ruch indeksu giełdowego – na przykład WIG i w perspektywie wielu lat istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że pobijemy w ten sposób zwykłe lokaty i obligacje. Z tym, że perspektywa czasu musi być naprawdę długa rzędu kilkudziesięciu lat – Siegel zbadał wszystkie najważniejsze rynki giełdowe z ostatnich dwustu lat i każdy z nich zawsze oferował premię pod warunkiem 30 lat inwestycji. W Polsce problemem jest brak funduszy indeksowych i niestabilność naszego systemu politycznego – giełda działa dopiero 18 lat po wznowieniu działalności w 1991 roku.
Skoro jesteśmy na stronie graczy giełdowych i inwestorów na pewno trudno nie zająć się kwestią prób pobicia rynku. Większość uczestników przychodzi z nadzieją, że właśnie im uda się tego dokonać. Niestety statystyki pokazują, że jest to bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Zatem jeśli umiemy trzeźwo ocenić swoje umiejętności i możliwości powinniśmy dać sobie chociaż szansę i sprawdzić się.
Na pewno metoda Buffetta polegająca na szukaniu ukrytej wartości w spółkach i inwestowanie w takie, których działalność rozumiemy wcale nam nie przeszkodzi w poprawie wyników. Na końcu jednak przychodzi czas na weryfikację, którym jest PIT giełdowy i porównanie swoich wyników z benchmarkiem. Jeśli po roku, dwóch czy trzech (w zależności od cierpliwości i wielkości portfela) wyraźnie przegrywamy z rynkiem wydaje się, że nie ma sensu szarpać się dłużej i lepiej skupić się na innej działalności powierzając pieniądze innym. Jeżeli jednak znajdziemy się w grupie skutecznych inwestorów satysfakcja z dobrze wykonanej pracy jest podwójna, bo wspierana kolejnymi zerami na rachunku.
Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.
Komentarze Czytelników (9)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
15:14 [19.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
RR
15:31 [19.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
15:33 [19.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Tomek
15:49 [19.08.2009]
Teraz, gdy giełdy spadły tak mocno, że często znikł zysk z ostatnich 10 lat, a zawsze mówiło się o tym, że "w długim terminie na giełdzie można zystać więcej" po prostu dodało się do tej bajki nową liczbę lat, i proszę, teraz okazuje się, że trzeba inwestować z myślą o 30 latach. Czyli fundusze emerytalne mogą inwestować pieniądze składkowe na giełdzie tylko przez kilka pierwszych lat pracy, bo od około 35 roku życia horyzont jest już krótszy niż 30 lat. :) Prawda, że absurd? Jednak człowiek nie chce zyć wiecznie i takie wirtualne zyski na starość mnie też nie ekscytują. Warto też pamiętać, że w USA giełda miała okresy stagnacji przez całe dekady, a w Japonii na funduszu indeksowym z inwestycją z końcówki lat '80 wciąż bylibyśmy na minusie.
Zgłoś Odpowiedz
Gość
16:08 [19.08.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Fundman
20:20 [19.08.2009]
ps. Stark developer 0,03-0,30
1000% w pół roku
czyli jednak można byc milionerem szybkooo
ale trza trafić ))))
Zgłoś Odpowiedz
Gość
00:59 [20.08.2009]
trza nie tylko trafić ale i odpowiednio przytrzymać i wiedzieć kiedy sprzedać - to sztuka podwójna
Zgłoś Odpowiedz
Gość
13:18 [20.08.2009]
http://www.aragon.pl(…)=1305
Stara, ale jara.
Zgłoś Odpowiedz
gosc z Paryza
22:51 [22.08.2009]