Fot. stock.xchng
Jak co roku na przełomie lutego i marca Warren Buffett pisze swój niezwykły list do akcjonariuszy konglomeratu Berkshire-Hathaway. Zazwyczaj tego typu dokumenty są nudne i wypełnione suchymi danymi polanymi propagandowym sosem. Tymczasem miliarder z Omahy zasłynął z błyskotliwego stylu i celnych uwag, które przyciągają rzesze czytelników, tym bardziej ciekawych co przygotuje”wyrocznia”, że majątek WB należy do najbogatszych na świecie (w zeszłym roku 1 miejsce na liście magazynu „Forbes”).
Już na początku łatwo zauważyć, że 2008 rok był najgorszym w historii Berkshire-Hathaway. Wartość księgowa akcji spadła o 9,6% (średnio spółki z indeksu S&P500 straciły aż 37%). Mimo tak kiepskiego okresu, nadal średnioroczna składana stopa zwrotu pozostała na imponującym poziomie 20,3% od 1965 roku do teraz. Szczególnie fatalny okazał się ostatni kwartał – wystarczy zresztą zerknąć na wykres spółki i porównać cenę z 19 września na poziomie 147 000 dolarów (tak, to nie pomyłka – tyle kosztował 1 walor BRK-A) z piątkowym zamknięciem, czyli $ 78 600. Nie ma tu przypadku – w trzech ostatnich miesiącach ubiegłego roku udało się zarobić zaledwie 117 mln dolarów, czyli aż 96% mniej niż rok wcześniej. Trzeba jednak zauważyć, że szczególnie bankierzy mogą tylko pomarzyć o jakimkolwiek zysku – na przykład dziś ogłoszono stratę ubezpieczyciela AIG za ten sam kwartał w wysokości … 61,7 mld dolarów.
Buffett przyznaje, że zeszły rok był ciężkim testem dla wszystkich inwestorów. Tracił niemal każdy, zaczynając od posiadaczy akcji, poprzez inwestujących w surowce aż skończywszy na lokujących środki w obligacjach miejskich czy nieruchomościach. Jednak zaznacza on, że nie jest to pierwszy taki rok dla Stanów Zjednoczonych i bywało gorzej - na przykład w czasie I i II wojny światowej, albo, kiedy główna stopa procentowa doszła do 21,5% w 1980 roku. Mimo tych przeszkód standard życia Amerykanów w XX wieku poprawił się aż siedmiokrotnie, a indeks giełdowy Dow Jones przewędrował daleką drogą od zaledwie 66 punktów do 11 497 pkt na koniec ubiegłego stulecia.
Wyrocznia z Omahy nie panikuje i twierdzi, że wraz ze swoim wieloletnim wspólnikiem Charlie Mungerem pracują niezmiennie w dobrych i złych czasach nad czterema głównymi celami:
1. Utrzymanie płynności finansowej na jak najwyższym poziomie, aby być twardym niczym skały Gibraltaru.
2. Poszerzanie trwałej przewagi konkurencyjnej w spółkach kontrolowanych przez holding.
3. Poszerzanie i różnicowanie strumienia zysków.
4. Rozwijanie i praca nad najwyższą jakością menadżerów zatrudnionych w BRK-A i spółkach zależnych.
Buffett przyznaje, że w zeszłym roku popełnił dwa główne błędy kupując najpierw akcje spółki naftowej Conoco Philips w okolicach szczytu ceny surowca. Mimo to wciąż sądzi, że po takiej ostrej korekcie ropa zacznie drożeć z obecnych poziomów 40-50 dolarów za baryłkę. W ogóle jego zdaniem czeka nas powrót inflacji. Z kolei drugą pomyłką było zaangażowanie się w zakup akcji banków irlandzkich, które wydawały się wtedy tanie, a jednak spadły jeszcze mocniej.
Jeszcze większe kontrowersje wywołuje zaangażowanie się miliardera w walory banku inwestycyjnego Goldman Sachs (tu chronią go akcje uprzywilejowane) oraz szczególnie zaskakujący ruch w postaci sprzedaży walorów defensywnych jak Johnson and Johnson oraz Procter and Gamble, a nabycie w zamian akcje General Electric. Ten ostatni kuleje przecież z powodu swojego dużego działu finansowego GE Money Bank, który mocno cierpi na obecnym kryzysie jak cała branża.
Mocno ciążą na bilansie Berkshire wystawione opcje put. W uproszczeniu Buffett założył się, że za około 10 lat indeksy amerykańskich giełd będą znacznie wyżej niż obecnie i zgarnął za to premię gotówkową. Z kolei druga strona musi cierpliwie czekać na swoje pieniądze aż do zapadnięcia opcji, jednak ze względów formalnych konglomerat musi na bieżąco aktualizować wartość opcji na podstawie zmieniających się cen rynkowych. Takie podejście krytykuje Buffett, który uważa, ze do końca jeszcze daleko, a on musi tworzyć coraz wyższe rezerwy w miarę spadków na giełdach – znowu notujemy minima.
Trochę dziwi, że tak pogardzane przez Buffetta derywaty nagle stały się istotnym elementem portfela. Czy to był błąd okaże się dopiero za 10 lat i nawet nie wiadomo czy bogacz dożyje do tego momentu, albo czy wciąż będzie dowodził firmą. Czas rozstrzygnie czy jego optymizm co do przyszłości gospodarki amerykańskiej i giełdy miał fundamentalne podstawy, czy też był tylko jego amerykańskim snem.
Komentarze Czytelników (11)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
15:20 [02.03.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
15:39 [02.03.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
15:41 [02.03.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Indianin
15:51 [02.03.2009]
Do zobaczenia na poziomie 1200.
Warto dodać, ze indeksy amerykańskie czy europejskie sa blisko wyceny po bańce internetowej, kiedy KRYZYSU NIE BYŁO. (2003-2004). Atrakcyjne PE ratio jest iluzją, która potrwa jeszcze kilka tygodni.
Zgłoś Odpowiedz
Miecio
16:55 [02.03.2009]
Zgłoś Odpowiedz
kon-donek
17:21 [02.03.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
18:09 [02.03.2009]
Skoro okazuje się że do tego EURO można szybko dojść. To dlaczego PO tego nie zrobila ? Wszak rządzi od 1,5 roku . Można odnieść wrażenie ,że kryzys ich zaskoczył. No ale jest chłopiec do bicia to nie ma problemu .I tak wszyskiemu winien PiS albo prezydent
Zgłoś Odpowiedz
Gość
18:10 [02.03.2009]
Zgłoś Odpowiedz
GURU
19:03 [02.03.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Grzechu
23:18 [02.03.2009]
Zgłoś Odpowiedz
FinanceMan
09:25 [03.03.2009]