Fot.stock.xchng
Niestety, na tym się nie skończy. Ludzie, którzy obecnie tak ciężko pracują, płacąc wysokie podatki i odsetki od kredytów mieszkaniowych, niestety dostaną niewiele w zamian. Polskie społeczeństwo starzeje się, rodzi się coraz mniej dzieci i w przyszłości niewielka garstka pracujących będzie utrzymywać emerytów. Obecnie w Polsce pracuje tylko 57% osób czynnych zawodowo, wiele osób pobiera renty i wcześniejsze emerytury. Rząd próbował ograniczyć prawo do wcześniejszych emerytur, ale w starciu ze związkowcami poniósł klęskę. Co więcej, jak podał CBOS, za utrzymaniem wcześniejszych emerytur jest 61% uczniów i studentów, mimo że to oni kiedyś za to zapłacą. Jedynym rozwiązaniem wydaje się podniesienie wieku emerytalnego, ale aż 78% respondentów jest przeciwko takiemu rozwiązaniu! Być może mają nadzieję, że kiedy zaczną wcześniej otrzymywać emeryturę, będą mogli sobie dodatkowo dorabiać.
Wydaje się, że Polacy nie lubią myśleć o starości. Wolą żyć teraźniejszością i karmić się iluzjami. Wielokrotnie widziałem ludzi wegetujących na jakiś umowach-zlecenie, bez żadnego zabezpieczenia materialnego, którzy mówili: "jakoś to będzie”, "poradzę sobie”, "coś wymyślę”. Wiem, że starość i emerytura może wydawać się dzisiaj Czytelnikom odległa niczym planeta Saturn, ale ten czas kiedyś nadejdzie i myślę, że obecne młode pokolenie ucierpi na tym najbardziej. Po pierwsze, będzie musiało utrzymywać rosnącą armię emerytów, po drugie płacić coraz wyższe podatki na spłatę długów poprzednich pokoleń, a po trzecie młodzi ludzie są otoczeni przez fatalnych doradców. Podam tego przykład.
Wiele lat temu sprzedawałem klientom polisy ubezpieczeniowe na życie, pracując dla brokera ubezpieczeniowego. Oczywiście, nie mogliśmy używać banalnej nazwy "polisy na życie”, to były "inwestycje klientów”. Na szkoleniach powtarzano nam, że im człowiek starszy, tym jego portfel powinien zawierać mniej instrumentów ryzykownych (akcje), a więcej bezpiecznych, w rodzaju lokat oszczędnościowych i obligacji. Natomiast jeśli ktoś jest młody, to może mieć same akcje, bo "ma jeszcze mnóstwo czasu do emerytury", a "w długim terminie na akcjach się nigdy nie traci”.
Teraz, mając już dużo więcej doświadczenia w inwestowaniu i używając własnych szarych komórek, widzę ile bzdur było w tych szkoleniach. Nigdy nie mówiono nam nic o rzeczywistym ryzyku inwestycji, spłycając jego ograniczanie do wskaźnika wieku. Tymczasem uważam, że to gigantyczne oszustwo pokoleniowe, w którym starsi zyskują przewagę nad młodym pokoleniem.
Otóż załóżmy, że 20-latek dysponuje 1000 zł kapitału, 30-latek ma już 10,000 zł, natomiast 40-latek 100,000 złotych. Nie mam statystyk, czy te grupy pokoleniowe mają średnio tyle kapitału, ale jest to logiczne - 40-latek ma już lepszą pracę, dzieci odchowane, samochód spłacony i pewnie miał prawo trochę zaoszczędzić przez te lata. Mało tego, doradca" przekonuje 40-latka aby "zainwestował" w bezpieczny fundusz, składający się w 60% z obligacji, 20% struktur i 20% akcji. Oczywiście doradca nie potrafi wyliczyć ryzyka takiego portfela, ale widać, że jest ono dość niewielkie. I takie powinno być!
No a taki 20-latek, który ma przecież masę wydatków, nie ma jeszcze nawet porządnego auta, wynajmuje mieszkanie, a na koniec wpada w szczypce "doradcy", który mu doradza:
- Kup fundusz akcyjny - 100% akcji, od dwóch lat wszyscy w Twoim wieku kupują tylko akcje - kusi agent - w dłuższej perspektywie to najkorzystniejsza inwestycja!
Następnie "doradca" wyciąga z teczki kolorowe plansze z dynamicznie rosnącymi słupkami kapitału. Rozrysowane są różne symulacje w perspektywie 20 lat: 5% zysku rocznie, 10%, a nawet 15%. Przy tym ostatnim założeniu każdy z nas byłby milionerem na emeryturze, tylko dlatego, że wszystkie słupki w symulacji są dodatnie. Jeśli symulacje byłyby uczciwe, to za ostatni rok wiele funduszy inwestycyjnych musiałoby dodać ujemny słupek -60%. Przy sprzedaży jednak się o tym się nie wspomina. Tak więc, ryzyko portfela akcyjnego jest olbrzymie i biedny chłopak z naszego przykładu straci większą część tego, co udało mu się z takim trudem wyskrobać z portfela. Nawet, jeśli straci tylko 800 zł z zainwestowanego tysiąca, to i tak jest to 80% jego portfela, podczas kiedy ryzyko powinno być nie większe, niż ryzyko ponoszone przez 40-latka. Inaczej mówiąc, nie powinno być większe niż 5% całego portfela, tylko w ten sposób możemy pozwolić pracować procentowi składanemu. Na sam koniec chciałbym przypomnieć, że dwa tygodnie temu WIG20, indeks giełdowy najlepszych spółek, znalazł się na tym samym poziomie (1500 punktów), jak w następujących latach 1996, 1997, 1998, 1999, 2000, 2001, 2003, 2004. Warto mieć na uwadze, że w dłuższej perspektywie na giełdzie się nie zarabia, a jeśli uwzględnimy inflację, to przynosi to straty.
Komentarze Czytelników (7)
Zgłoś Odpowiedz
hukers
08:01 [10.11.2008]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
08:38 [10.11.2008]
Nie zgadzam się z niektórymi treściami w tym artykule
Mam 23 lata i już mam otwarty 3 filar bo wiem że jak sam tego nie zrobię to ni hu hu mi pomorze ZUS jeśli będzie istniał albo Ina tego typu instytucja
Zgłoś Odpowiedz
Gość
08:39 [10.11.2008]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
17:38 [10.11.2008]
Zgłoś Odpowiedz
mnietuniema
18:59 [10.11.2008]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
11:19 [11.11.2008]
kali krasc dobrze, kaliemu ukrasc zle
Zgłoś Odpowiedz
Gość
08:43 [18.11.2008]
giełda wystartowała w 1994? Chyba w Nairobi?... http://stooq.pl/q/d/(…)s=wig http://stooq.pl/q/?s(…)p;b=0 w perspektywie 18 lat funkcjonowania giełdy, mamy wciąż trend wzrostowy, z lekką korektą w ostatnim roku:)