Bessa to dobry okres do inwestowania
Zbigniew Papiński | Wtorek [12.08.2008, 16:19]
1 komentarz / Skomentuj
Wiele osób widzi w bessie tylko i wyłącznie same negatywy. Owszem, jeśli łączy się ona z recesją gospodarczą i wysoką inflacją, nie należy do najprzyjemniejszych momentów w życiu inwestora czy nawet zwykłego Kowalskiego zupełnie nie związanego z rynkiem kapitałowym.
Jednak właśnie teraz mamy świetny moment, aby rozpoczynać samodzielne inwestycje czy wrócić do nich, a nie wtedy, gdy giełda rozgrzana do czerwoności biła rekordy, a balony leciały w górę bez opamiętania. Obawiam się, że sporo inwestorów, którzy weszli na rynek w latach hossy trwającej aż do lata 2007 (na WIG20 możemy nawet rzec, że do listopada ubiegłego roku), najpierw zarobiło pokaźne pieniądze, by stracić jeszcze więcej przez minione kilkanaście miesięcy.
Nie znaczy to wcale, że twierdzę, iż dno już definitywnie za nami. Tego nikt nie wie, ale jeśli kupisz przykładowo akcje MCI po 8,5 zł, na pewnie nie stracisz tyle pieniędzy co nieszczęśnicy „obkupieni” po 35 zł.
Mimo pewnego uspokojenia rynku i odbicia od dna, nadal jesteśmy daleko od szczytów z ubiegłego roku. Szczególnie duże straty zanotowali posiadacze akcji mniejszych spółek zaangażowani czy to bezpośrednio na rynku czy też poprzez fundusze małych i średnich spółek. Ci, którzy ten rok przetrwali bez większych wtop lub wręcz na plusie, mogą sobie pogratulować i raczej nie widzę potrzeby, aby ich zachęcać do pozostania na rynku. Kto dał radę przebrnąć przez czyścieć inwestora, jest gotowy do walki nawet jeśli WIG20 spadnie do piekła na 1800 i niżej.
A kto jest najbardziej wygrany ?
Osoby zaczynające karierę zawodową, które nagle mogą pozwolić sobie na inwestowanie oraz jednostki dotąd niezainteresowane giełdą (takich jest u nas wciąż niestety większość)..
Czy mówi komuś coś nazwisko Peter Lynch ?.
Jeśli nie, przypomnę, że zarządzał on legendarnym funduszem Magellan, który uzyskał w trakcie jego rządów średnioroczną stopę zwrotu 29,3 % (lata 1977-1990), podczas, gdy przeciętny wynik dla tej klasy funduszów wyniósł „zaledwie” 15,5 % rocznie.
Dlaczego o nim wspominam ?
W lipcu firma Merril Lynch wydała rekomendację dotyczącą General Motors, w której ML obniża wycenę wartości pojedynczej akcji spółki z 28 na 7 dolarów i twierdzi, że bankructwo koncernu jest niewykluczone. Cena akcji GM spadła w zeszłym tygodniu do poziomu poniżej 10 $ - najniższego w historii.
A co to ma wspólnego z Lynchem ?
W 1982 w USA trwała recesja i spadała sprzedaż samochodów. Analitycy przewidywali rychłe bankructwo Chryslera. Peter Lynch dokładnie przejrzał bilans i sprawozdania finansowe spółki, porozmawiał z kierownictwem i uznał, że pogłoski są przesadzone. Zapakował pod sufit ( czyli 5 % aktywów Magellana, nie 100 rzecz jasna) akcje GM i w ciągu pięciu lat walory te zdrożały pięćdziesięciokrotnie ! Myślę, że powoli zbliżamy się do momentu kiedy pojawiają się tego typu okazje i u nas (warto się już rozglądać).
Na pewno trzeba dobrze pomyśleć przed podjęciem decyzji i nie szarżować z kapitałem. Do wyboru właściwego momentu wskazane posiłkowanie się analizą techniczną i raczej lepiej nie łapać waloru, który leci jak kamień w dół, tylko poczekać choćby na stabilizację w horyzoncie.
U Lyncha podoba mi się, że zawsze kierował się przede wszystkim zasadą czy odpowiada mu dany produkt czy usługa zanim nabył akcje spółki je oferujące. Nawet na zakupach z żoną i dziećmi oglądał różne towary w sklepach. Akcje wytwórców, których wyroby mu odpowiadały, poddawał poważniejszej analizie po powrocie do biura. Dopiero potem zabierał się za suche liczby ze sprawozdań i spotykał z zarządami firm. W naszym przypadku to ostatnie niestety odpada, ale w dobie Internetu można sprawdzić jak spółka traktuje akcjonariuszy i wysłać im testowo jakieś konkretne pytanie przez maila czy zwyczajnie zadzwonić. Jeśli nie raczą odpowiedzieć lub napiszą jakieś ogólniki, jaką masz gwarancję, że w innych dziedzinach ta firma dobrze sobie radzi, skoro nie potrafi czy nie chce nawiązać kontaktu z potencjalnym czy bieżącym jej współwłaścicielem, choćby najdrobniejszym ?
Analiza fundamentalna na pewno nie jest prosta i warto wspomóc się analizami dostarczanymi przez biura maklerskie. Proszę tylko ostrożnie traktować ich wyceny i rekomendacje, aby uniknąć rozczarowań. Istnieje szeroki wachlarz metod do analizowania, ale opłaca też kierować się zdrowym rozsądkiem. W bessie raczej nie warto kupować spółek, które tylko obiecują, że będą zarabiać, a najlepiej im wychodzi produkowanie … akcji, splity, zmiana działalności gospodarczej czy podnoszenie wynagrodzeń dla zarządu. Można znaleźć z pewnością solidne spółki o dobrych fundamentach, które taniały równo razem ze słabymi.
Należy pamiętać o Japonii, gdzie indeks Nikkei wciąż jest bardzo daleko od swoich szczytów z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Stąd wskazane wydaje się dość oszczędne szafowanie kapitałem, ale prawdziwych klejnotów, dzięki którym można się wzbogacić po fantastycznych wzrostach o nawet kilkaset procent, trzeba zaczynać szukać właśnie w czasach niskich cen i pesymizmu na rynku.
Komentarze Czytelników (1)
Zgłoś Odpowiedz
Bartezi
09:40 [13.08.2008]