Barack Obama w bitwie raperów
Zbigniew Papiński | Czwartek [11.11.2010, 07:50]
9 komentarzy / Skomentuj
Fot. YouTube.com
Cały finansowy świat z zapartym tchem śledzi szczyt grupy G20, który właśnie trwa w Seulu. Jedną z najgorętszych kwestii stała się wojna walutowa. Nagle niemal każde państwo zapragnęło słabej waluty, aby pobudzać gospodarkę. Dzięki niej wzrasta eksport, rośnie zatrudnienie i łatwiej wygrzebać się z kłopotów. Poza tym zadłużeni tacy jak USA de facto zmniejszają wartość swojego długu w przeliczeniu na euro czy jeny. Oczywiście znajdziemy też minusy jak choćby wzrost cen towarów importowanych czy spadek zaufania do własnej waluty ze strony oszczędzających, ale w tej chwili wszyscy patrzą wyłącznie na korzyści.
Nic dziwnego, że dwie potęgi gospodarcze, czyli Chiny i USA nawzajem oskarżają się o sztuczne zaniżanie wartości juana i dolara, co rzeczywiście ma miejsce, dzięki temu, że komunistyczne Chiny ręcznie sterują kursem swojej waluty, a Amerykanie mają swojego Bena Bernanke, który z upodobaniem „dodrukowuje” dolary (w rzeczywistości dolary tłoczy się na specjalnej prasie) wykupując kolejne transze amerykańskich obligacji.
Debata jest bardzo gorąca i wzbudza liczne kontrowersje. Z tego powodu zajęło się nim tajwańskie studio animacji komputerowych Next Media Animation przedstawiając konflikt za pomocą bitwy raperów. Po jednej stronie stoi Barack Obama, a po drugiej chiński premier Hu Jintao. Warto to zobaczyć:
Kto wypadł lepiej?
Nie dziwi przedstawienie chińskiego przywódcy w nieco mniej atrakcyjny sposób niż Obamy w świetle tego, że Chiny nie uznają Tajwanu, a stamtąd pochodzą autorzy filmiku. W piosence znajdziemy kilka chwytliwych fraz z jedną, która dobrze ujmuje istotę zagadnienia
Rzeczywiście oba kraje nie mogą w tej chwili zakończyć romansu i pójść swoją drogą, ponieważ głównym odbiorcą chińskiego eksportu wciąż pozostają Stany Zjednoczone, a z drugiej strony ktoś musi kupować amerykański dług, żeby piramida nie zawaliła się.They’re not enemies but frenemies/with co-dependent economies
For stability, China’s gotta export/And the U.S. is the buyer of last resort
Komentarze Czytelników (9)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
09:37 [11.11.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
11:51 [11.11.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
17:46 [11.11.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
21:05 [11.11.2010]
On wcale się z tym nie kryje. Raz z ekipą telewizyjną poszedł na plażę kupować hod-doga. No i kupił. Ale powiedział, że chce przez to wspierać światową gospodarkę. A wy głąby nie macie świadomości tego faktu. Nie wiecie, że niedługo będzie po nas!
Zgłoś Odpowiedz
Gość
21:12 [11.11.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
21:29 [11.11.2010]
o który dług publiczny Ci chodzi,wyświetlony z linka ,czy też alternatywny ?! a może jeszcze jakiś inny ???! obliczenia jak widziałeś różniące się.
Zgłoś Odpowiedz
Gość
22:46 [11.11.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
06:22 [12.11.2010]
Zgłoś Odpowiedz
uhas
09:10 [12.11.2010]