Banki nadal ukrywają straty?
Zbigniew Papiński | Niedziela [15.08.2010, 11:45]
7 komentarzy / Skomentuj
Fot. stock.xchng
W ostatni piątek 13 sierpnia upadłość ogłosił niewielki bank ze stanu Illinois Palos Bank and Trust Company. Licznik w 2010 roku wyraźnie przekroczył już setkę, a jednak właściwie tak bardzo przyzwyczailiśmy się do tych bankructw, że przyjmujemy je jako coś naturalnego, w każdym razie nic szczególnie groźnego. Jednak faktem jest, że amerykański system gwarancji bankowych FDIC musi cały czas aktywnie działać uszczuplając swoją niezbyt zasobną kasę. Plan na ten rok został już znacznie przekroczony i dotąd wydano blisko 19 mld dolarów, wobec zakładanych nieco ponad 15 mld w całym 2010 roku.
Problemem nie jest jednak wcale uzupełnienie braków o te kilka czy kilkanaście miliardów dolarów, ale coś znacznie poważniejszego. Do tej pory rynki kapitałowe pocieszają się, że najważniejsze, że gigantom nic nie grozi, ponieważ przyjęta w USA i kilku innych państwach strategia „za duży aby upaść” roztaczająca parasol ochronny nad największymi instytucjami finansowymi sprawia, że nie musimy drżeć o ich kondycję aż tak bardzo.
Niestety przestaliśmy sobie zadawać pytanie co tak naprawdę znajduje się w bilansach wielkich banków i czy faktycznie są one tak solidne jak wyglądają na pierwszy rzut oka? W błogiej nieświadomości utwierdzają nas propagandowe stress testy wykonane w zeszłym roku w USA, a w te wakacje w Europie. Wiele osób ma wątpliwości. Wśród nich także profesor Bill Black z Uniwersytetu Missouri w Kansas City:
Jego zdaniem potężny sektor finansowy przez swoje wpływy w Waszyngtonie wymusił zmianę zasad księgowości stosowanych od dziesięcioleci i tak naprawdę nie wiemy co dokładnie znajduje się w bilansach banków. Amerykańskie banki nie muszą wykazywać strat przez proste przeszacowanie wartości aktywów. Od ubiegłego roku ich wycena w dużej mierze zależy od fantazji księgowych, od kiedy zniesiono obowiązek wyceny rynkowej. Jeśli na dany instrument nie ma rynku czy chętnych (dotyczy to wielu nowalijek finansowych), po prostu arbitalnie ustalamy jego wartość wpisując pasującą nam liczbę.
Oburza to Blacka, który uważa, że zadaniem FDIC powinno być nie wyłączne mechaniczne gwarantowanie depozytów i wysyłanie pieniędzy do klientów zbankrutowanych lokalnych banków, ale kontrola bilansów wszystkich instytucji finansowych i uzyskanie ich prawdziwego obrazu. Niestety takie badanie mogłoby doprowadzić do szokujących wniosków – wiadomo, że „król jest nagi”.
Zauważmy, że duże amerykańskie banki pokazują teoretycznie całkiem niezłą formę i prezentują umiarkowanie pozytywne wyniki, przy okazji wypłacając rekordowe premie swoim pracownikom, co także wzbudza liczne kontrowersje.
Podobną świadomość posiada nadzór finansowy, więc Stany Zjednoczone wkraczyły na niebezpieczną ścieżkę wytyczoną dwadzieścia lat temu przez Japonię. Tam również skrywano rzeczywisty obraz sektora finansowego, ciągle wspierając źle zarządzane molochy. W efekcie indeks Nikkei od dwudziestu lat zsuwa się po równi pochyłej i stracił 75% od szczytów z 1989 roku.
Może jednak lepsza byłaby nawet najbardziej bolesna prawda? Po oczyszczeniu się można byłoby budować od nowa, ale czy istnieje taka wola po stronie administracji Obamy? W końcu dla wszystkich polityków najważniejsze są wyniki sondaży.
Komentarze Czytelników (7)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
12:39 [15.08.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Red
12:46 [15.08.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
13:45 [15.08.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
14:12 [15.08.2010]
...
tnij.org/mniejszarata
Zgłoś Odpowiedz
Biała Chmura
17:23 [15.08.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
18:12 [15.08.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
16:06 [16.08.2010]