Fot.stock.xchng
W dziedzinie spółek związanych z najnowszą technologią ostatnie lata bez wątpienia należą do Apple (pomińmy tym razem Google). Kierowany przez wizjonera Steva Jobsa koncern z jabłuszkiem w logo wciąż wzbudza wielkie emocje wśród użytkowników, którzy z niecierpliwością czekają na każdy nowy produkt, tak jak stało się w przypadku ostatniej premiery, czyli iPada.
Czas pokaże czy stanie się on podobnym hitem jak iPod czy iPhone, ale jedno jest pewne, wszyscy się tym interesują. Dla kontrastu spójrzmy teraz na Microsoft. Czy ktokolwiek emocjonuje się nową wersją Windowsa? Chyba tylko Steve Ballmer.
Czy ten gość wzbudza sympatię? Kwestia gustu. Jedno jest pewne, że wizerunkowo Apple wyprzedza Microsoft o lata świetlne i zdecydowana większość internautów psioczy na monopolistę z Redmond, zresztą chyba nie bez przyczyny? Przez całe dekady Microsoft starał się do maksimum wykorzystać przewagę konkurencyjną, ale każdy kija ma dwa końce i w zamian zyskał wizerunek nieco przypominający ten jaki zbudował sobie w świecie finansowym bank Goldman Sachs.
Oczywiście, inwestor giełdowy ma nieco inne spojrzenie i raczej interesuje go zysk kapitałowy, a nie dylematy moralne czy estetyczne, więc pewnie wszystkich próbujących zarabiać na rynku bardziej ciekawi czy kontrast między Apple, a Microsoftem przekłada się na konkretne liczby? W takim razie popatrzmy na ostatnie pięć lat i stopy zwrotu z obu akcji:
Nawet rzut oka wystarczy, aby dostrzec diametralną różnicę. Akcja Microsoftu 5 lat temu kosztowała 24,12 USD. W piątek cena dotarła do 29,66 USD. Trudno się tu czymkolwiek ekscytować i bez ryzyka można było raczej kupić obligacje czy założyć lokatę, zamiast drżeć o swoje pieniądze, gdy MSFT spadł do 15 dolarów rok temu. Zupełnie inaczej wygląda sprawa z Apple. Skok z 40,89 USD na 230,9 USD daje aż 464,7% na plusie.
Czy to oznacza, że teraz wystarczy kupić akcje Apple i liczyć, że przez kolejne 5 lat przyniosą one 400% zysku? Wiadomo, że nie. Chodzi raczej o to, że warto śledzić trendy w danej dziedzinie, ponieważ przekładają się one na konkretne wyniki finansowe. Dlaczego na przykład Microsoft przestał się rozwijać? Odpowiedź jest prosta i nazywa się Bill Gates. To on stał za sukcesem spółki i praktycznie od 10 lat coraz mniej interesuje się biznesem, a bardziej zajmuje go rodzina i działalność charytatywna.
Z tego wynika, że dla Apple kluczowe jest mocno nadwyrężone zdrowie Steve’a Jobsa i dalsze kłopoty, które w ten czy inny sposób spowodowałyby jego odejście ze spółki czy choćby poważne ograniczenie aktywności, prawdopodobnie doprowadziłyby do podobnych kłopotów jak w Microsofcie. No właśnie, w tym miejscu wypada przenieść się na nasze podwórko, ponieważ bezpośredni zakup amerykańskich akcji dla przeciętnego inwestora jest zbyt kosztowny, aby poważnie go rozważać przy kapitale wyraźnie poniżej 100 tysięcy złotych.
Przeglądając swój portfel akcji, zastanówmy się nad tym jak bardzo sukces naszej inwestycji zależy od jednego człowieka – głównego udziałowca czy prezesa? Takich spółek na giełdzie znajdziemy dziesiątki. Jak bardzo nasze zwycięstwo czy porażka wiąże się z zaledwie jednym człowiekiem? Czy jego choroba lub śmierć nie spowoduje gwałtownego spadku wartości spółki, która straci sternika?
Z drugiej strony, nie wystarczy też zadowolenie się, że inwestujemy w jakiś modny i perspektywiczny sektor, ponieważ jego przedstawiciele tak samo się różnią jak Apple od Microsoftu, a przeszłe stopy zwrotu mogą być wielce złudne. W końcu Microsoft przyniósł złote góry tym, którzy zainwestowali w te akcje w latach osiemdziesiątych i wielkie rozczarowanie liczącym na powtórkę w ostatniej dekadzie.
Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.
Komentarze Czytelników (4)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
14:51 [28.03.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
19:41 [28.03.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
11:13 [29.03.2010]
No właśnie nie bardzo rozumiem dlaczego ktos kupuje akcje spod stajni krauzego skoro wartosc akcji opiera sie glownie na planach (ktorych spolka i tak nie zrealizuje).
Przyklad biotonu - ktorego kapitalizacja siegala 7,5 mld zlotych w 2006 roku to wlasnie potwierdzenie tego faktu. Bioton mial szanse stac sie spolka ktora mogla podbic swiat, poniewaz miala innowacyjny lek opracowany w polskim instytucie, ale byla fatalnie zarzadzana :(
Zgłoś Odpowiedz
Gość
15:42 [29.03.2010]