Poznaj najbogatszych zarządzających funduszami inwestycyjnymi
Zbigniew Papiński | Piątek [12.03.2010, 14:45]
1 komentarz / Skomentuj
Fot. stock.xchng
Wczoraj przedstawiliśmy tutaj listę najbogatszych ludzi na świecie z nowym liderem, pochodzącym z Meksyku Carlosem Slimem Helu. Tym razem pora spojrzeć na nią z nieco innej perspektywy, bardziej interesującej inwestora giełdowego. Autorzy strony MarketFolly.com monitorującej fundusze hedgingowe postanowili wyszukać wśród miliarderów postaci bezpośrednio związane z rynkiem kapitałowym.
Oprócz oczywistego Warrena Buffetta okupującego trzecie miejsce na podium, kolejny w stawce jest równie sędziwy George Soros. Majątek tego pochodzącego z Węgier krezusa wycenia się na 14 mld dolarów. Co ciekawe, niedawno Soros przestrzegał na forum ekonomicznym w Davos przed tworzącą się bańką spekulacyjną na złocie, a równocześnie w jego flagowym funduszu Quantum największą pozycję stanowią … certyfikaty na złoto (7,5% portfela na dzień 31.12 2009).
Następną barwną postacią o aktywach netto w wysokości 12 mld dolarów jest John Paulson, znany nam z największego wynagrodzenia w historii Wall Street. Paulson zarobił w 2008 roku, bagatela, 3,5 mld dolarów przede wszystkim dzięki grze na krach na rynku nieruchomości prowadzoną przy pomocy oferujących wysoką dźwignię instrumentów pochodnych. Obecnie Paulson podobnie jak Soros jest zaangażowany na rynku złota i długoterminowo przepowiada krach dolara. Na jego szczęście samo złoto wyrażone w dolarach radzi sobie całkiem nieźle, ponieważ czysta spekulacja przeciw amerykańskiej walucie w ostatnim kwartale byłaby mocno tracącą pozycją.
Kolejną osobą na liście jest Carl Icahn (10,5 mld $), który w dużej mierze zainspirował scenarzystów filmu „Wall Street” (sequel ma się pojawić w kinach już w kwietniu) tworzących fascynującą, demoniczna postać Gordona Gekko. Icahn wyspecjalizował się we wrogich przejęciach podupadłych firm, ich restrukturyzacji, a potem dalszej odsprzedaży znacznie droższego majątku. Aktualnie jest mocno zaangażowany w Motoroli.
Następna postać to Jim Simons (8,5 mld $), założyciel i szef legendarnego funduszu Renaissance Technologies (często nazywanym w skrócie RenTech). W styczniu przeszedł na emeryturę, ale nadal kontroluje firmę przez zasiadanie w radzie nadzorczej. Simons przez całe życie unikał rozgłosu i mediów, skupiając się na swojej pracy. Simons opierał się na wysoce zaawansowanych metodach ilościowych i w funduszy zatrudnia się przede wszystkim matematyków, statystyków i fizyków, często zupełnie niezwiązanych wcześniej z branżą finansową. W ubiegłym roku wyniki funduszu okazały się niespodziewanie słabe i być może przyspieszyły emeryturę Simonsa.
Z kolei na 113. miejscu znajdziemy Stevena Cohena (6,4 mld $) z SAC Capital. Tu wreszcie mamy przykład zarządzającego nieco podobnego do przeciętnego inwestora indywidualnego i Cohen skupia się na rynku akcji. Jako ciekawostkę wypada dodać, że szacowania zysku do ryzyka nauczył się grając w …pokera jeszcze w czasach studenckich.
Niestety, brakuje w rankingu „Forbesa” polskich zarządzających funduszami, choć dostrzegamy swojsko brzmiące nazwisko, które nosi założyciel Highbridge Capital Management – Henry Swieca (1,1 mld $). W Polsce widzimy coraz więcej TFI, więc wypada nam czekać aż ktoś w końcu przełamie barierę i wkroczy do tego ekskluzywnego klubu. Niestety, bilet wstępu jest niezwykle drogi: 1 mld dolarów.
Komentarze Czytelników (1)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
20:56 [14.03.2010]
http://www.rozbiorka(…)aw.pl