Zwycięzca Super Bowl sugeruje wzrosty na giełdzie
Zbigniew Papiński | Poniedziałek [08.02.2010, 14:40]
2 komentarze / Skomentuj
Fot. stock.xchng
Minionej nocy o godzinie 0:28 naszego czasu rozpoczęło się najważniejsze widowisko sportowe dla przeciętnego Amerykanina: finał rozgrywek futbolowych NFL, w którym po dramatycznym meczu zespół New Orleans Saints ostatecznie pokonał Indianapolis Colts 31:17. Spotkanie zaczęło się od zdecydowanego prowadzenia drużyny z Indianapolis 10:0, ale jednak zakończyło zwycięstwem „Świętych” z Luizjany. Na stadionie w Miami znalazło się ponad siedemdziesiąt tysięcy ludzi, a przed telewizorami zasiadły dziesiątki milionów kibiców sportu, który tak naprawdę wzbudza emocje praktycznie tylko w USA. Nic dziwnego, że widowisko przyciąga reklamodawców, którzy w tym roku płacili ponad 2,5 mln USD za zaledwie trzydziestosekundowy spot w telewizji CBS.
Tymczasem statystycy znaleźli intrygującą zależność, która dotyczy rynku giełdowego. W latach, gdy zwycięzcą Super Bowl jest drużyna wywodząca się z najstarszej organizacji – National Football League, rynek rósł przez kolejny rok aż w 79% przypadków. Oznacza to, że tak skonstruowany prymitywny system inwestowania bił na głowę wiele wyrafinowanych strategii i powoduj zakłopotanie ekspertów. W tym roku mamy ten sam przypadek (New Orleans Saints pochodzą z NFL) i można powiedzieć, że wskaźnik Super Bowl sugeruje wzrosty (niestety, nie analiza techniczna - tu mamy średnioterminowy sygnał sprzedaży obowiązujący co najmniej od kilku dni).
Jednak zanim popędzimy kupować akcje tylko na podstawie tej zależności, powinniśmy się zastanowić czy ma ona jakiekolwiek rozsądne uzasadnienie? Mark Hulbert przestrzega przed taką ślepą wiarą w fenomeny, które ciężko podeprzeć logiczną analizą. Na przykład obserwowaliśmy takie same zjawisko w 2001 roku i potem rynek spadł o 11%. Do kogo można mieć wtedy pretensje?
Podobną korelację znalazł przywoływany przez Hulberta David Leinweber z Uniwersytetu Berkeley, który zimą 2003 roku opublikował pracę naukową w „the Journal of Investing”. Leinweber przekopał się przez setki danych publikowanych przez ONZ i znalazł świetną zależność – zmiany produkcji masła w Bangladeszu idealnie współgrały z zachowaniem się indeksu S&P 500. Czy na tej podstawie ktoś uzna, że teraz powinniśmy zacząć interesować się Bangladeszem i analizować sytuację w rolnictwie w tym biednym, azjatyckim kraju?
W tym miejscu każdy rozsądny powinien powiedzieć „nie” i tu powinniśmy uciąć dyskusję. Jednak po dłuższym namyśle, wydaje mi się, że jeśli nasza metoda zarabia na rynku i przynosi nam zyski to czy ma jakiekolwiek znaczenie czy wierzymy, że otrzymujemy skuteczne sygnały z kosmosu, czy też budujemy skomplikowane algorytmy, które prowadzą do pełnego automatyzmu zawieranych transakcji? Liczy się końcowy wynik i jeśli dany inwestor zarabia na jakieś dziwacznej dla postronnych obserwatorów metodzie jak kupowanie akcji w czwartki po pełni Księżyca, czy też kiedy Super Bowl wygrywa drużyna z oryginalnej NFL, nie odgrywa większej roli. Na tym polega demokracja w inwestowaniu, że wszystkich ostatecznie weryfikuje rynek.
Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.
Komentarze Czytelników (2)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
15:00 [08.02.2010]
Zgłoś Odpowiedz
nowicjusz
15:08 [08.02.2010]