Fot. stock.xchng
Niemal równo rok temu, 11 grudnia 2008 roku Federalne Biuro Śledcze (FBI) zatrzymało Bernarda Lawrence’a Madoffa. Po pięciu dniach usłyszał on zarzut zdefraudowania 50 mld dolarów i po kilku miesiącach skazano go na 150 lat więzienia. Nazywany przez wiele polskich mediów z nieznanych mi względów skandalistą (taki kojarzy się raczej z osobą obnażającą się publicznie czy wywołującą burdy na oficjalnych rautach) przez wiele lat budował swoją piramidę finansową bazując na zaufaniu, jakim darzyli go zamożni klienci - często instytucjonalni.
O ile w przypadku znanego reżysera czy renomowanego prawnika nie musimy wymagać specjalistycznej wiedzy finansowej, co najmniej zastanawiająca jest beztroska zawodowców powierzających funduszowi Madoffa olbrzymie sumy mimo absurdalnie regularnej stopy zwrotu, która byłaby niemożliwa do uzyskania przy oficjalnie lansowanej przez Madoffa strategii opcyjnej. W przypadku instrumentów pochodnych nie da się po prostu wyeliminować zmienności. Tymczasem Madoff w rzeczywistości stosował stary sprawdzony trik wprowadzony na masową skalę przez Ponziego kilkadziesiąt lat wcześniej – wypłacał pieniądze inwestorom korzystając z kolejnych wpłat nowych naiwniaków aż piramidka zawaliła się, kiedy nagle zbyt wielu zechciało wypłacić swoje pieniądze po ostrych spadkach w październiku 2008 roku, kiedy cały system finansowy drżał w posadach.
Minął rok i życie toczy się dalej, jednak wielu ludzi nurtuje jeszcze jedna sprawa: gdzie są pieniądze Madoffa? Odzyskano tylko ich część i władze nabrały wody w usta. Bardzo to dziwna historia, szczególnie w zestawieniu z faktem, że fundusz malwersanta był kilkanaście razy kontrolowany przez amerykański nadzór finansowy SEC i nikt nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości. Miłośnicy spiskowych teorii dziejów mają pełne pole do popisu, a zainteresowani mogą zapoznać się z oficjalnymi dokumentami jak wystawne życie prowadzili Madoff i jego rodzina za pieniądze swoich klientów.
Filing By Irving H. Picard
Po roku poszkodowani powoli dochodzą do siebie po traumatycznych przeżyciach, kiedy okazało się, że nierzadko stracili dorobek całego życia lokując środki w oszukańczym przedsięwzięciu.
Podobny przypadek opisuje portal MarketWatch: Jeannene Langford należy do grupy 11 tysięcy ofiar Madoffa. Jak zeznała przed Kongresem, te środki były jej funduszem emerytalnym, wkładem własnym na zakup domu, pieniędzmi na biznes oraz na edukację córki. Straciła wszystko i w wieku 55 lat musi zaczynać życie na nowo. Po takim ciosie na pewno bardzo ciężko się podnieść.
Jej sytuacja jest gorsza od przeciętnego inwestora, ponieważ osoby, które bezpośrednio zaangażowały się w fundusz Madoffa otrzymały zwrot do 0,5 mln dolarów z funduszu gwarancyjnego. Tymczasem Langford nawet nie wiedziała, że jej pieniądze znajdują się u Madoffa,ponieważ ulokowała srodki w specjalistycznym funduszu, który był pośrednikiem. Z tego powodu nie otrzyma nawet centa.
Jak uchronić się przed takimi sytuacjami? Jeśli coś wygląda zbyt dobrze, żeby było prawdziwe, należy dokładniej się temu przyjrzeć. Na przykład Langford otrzymywała 7% na czysto w roku kiedy S&P 500 spadł o kilkanaście procent, a obligacje dawały trzy procent zysku. Tylko agresywna gra, na przykład na spadki dawała możliwość zarobku przez fundusz, który rzekomo miał być produktem bezpiecznym, bez ryzyka, ale z wysoką stopą zwrotu. Taka mieszanka nie istnieje.
Podobnie nierozsądny jest zupełny brak dywersyfikacji inwestycji. Gdyby Langford choćby część środków trzymała na przykład w banku, na pewno znajdowałaby się w zupełnie innej sytuacji. Stąd każdy inwestor giełdowy nie powinien nigdy stawiać wszystkiego na jedną kartę, ani trzymać wszystkich pieniędzy w jednym miejscu. Patrząc szerzej, warto też pomyśleć o próbie dywersyfikacji swoich przychodów (szukać innych źródeł poza etatem).
Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.
Komentarze Czytelników (22)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
13:31 [02.01.2010]
Głównym analitykiem WGI był pan Piotr Kuczyński, a w radzie nadzorczej zasiadali Henryka Bochniarz, Bohdan Wyżnikiewicz, Witold Orłowski, Dariusz Rosati czy dawny idol TVP Plus-Minus Richard Mbewe.
Zgłoś Odpowiedz
fundman
14:32 [02.01.2010]
dziadzio MOSZ .
Zgłoś Odpowiedz
Gość
14:52 [02.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość Szela
17:53 [02.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
18:13 [02.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
K@zimierz53
19:26 [02.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
lokis
21:19 [02.01.2010]
Ile lat trwała by u nas taka sprawa sądowa?
:D:D:D
Zgłoś Odpowiedz
Gość
21:27 [02.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
22:23 [02.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
szarik
05:16 [03.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
11:10 [03.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
12:01 [03.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
doradcainwes@onet.eu
12:32 [03.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
12:44 [03.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
15:27 [03.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
16:07 [03.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
21:48 [03.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
GośćF.Malicki
12:53 [04.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
14:13 [04.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
15:53 [04.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
21:25 [07.01.2010]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
21:25 [07.01.2010]