Fot. stock.xchng
Mijający udany 2009 rok nie powinien sprawić, aby inwestorzy stracili czujność. Wątpliwe, żeby udało się powtórzyć taki sam świetny okres jak ten trwający od drugiej połowy lutego, kiedy giełda rośnie jak na drożdżach, a najgłębsze korekty sięgają ledwie 10-15%. W tej chwili nie widać technicznych sygnałów do sprzedaży akcji, choć pojawiają się pewne wątpliwości co do zasadności ich wyceny od strony fundamentalnej. Jednak w 2010 roku niemal na pewno nie pójdzie tak gładko i należy cały czas monitorować swój portfel zwracając uwagę na niepokojące sygnały.
Na blogu The Pragmatic Capitalist autor zidentyfikował pięć takich ewentualnych zagrożeń:
1. Analitycy. Na pewno niepokoi ich zgodny ton co do nadchodzącego umiarkowanie dobrego roku dla giełd i najczęściej powtarzaną wartością jest 10-15% na plusie na zamknięciu 2010 roku. Na zasadzie kontrariańskiej można podejrzewać, że w takim razie bardziej prawdopodobny jest spadek o 10-15%. Zresztą analitycy ostatnio mają nad czym myśleć, ponieważ dopiero co wczoraj przedstawialiśmy tutaj pracę naukową dowodzącą, że ich zalecenia i prognozy są ignorowane przez inwestorów.
2. Koniec programów stymulacyjnych. Większość bogatych krajów pobudzało w 2009 roku swoje gospodarki na różne sposoby zachęcając ludzi do kupna samochodów czy pompując rzekę pieniędzy do banków, które jednak nie poluzowały swojej polityki kredytowej, lecz zajęły się często spekulacjami na rynkach czy konsolidacją swoich bilansów. Teraz ten impuls zniknie i sprawdzimy czy bez środków pobudzających pacjent faktycznie wykaże oznaki zdrowia, czy też znowu straci siły.
3. Niezłomna wiara w Chiny. Chiny stały się teraz takim samym słowem wytrychem jak internet 10 lat temu. Na wszelkie bolączki światowej gospodarki mają znaleźć receptę Chińczycy. Dotyczy to wszystkich możliwych segmentów rynków: surowce, akcje, złoto, amerykańskie obligacje. Chiny niczym Chuck Norris zbawią świat. Jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, bańka BRIC może pęknąć z hukiem jak wszystkie inne.
4. Obligacje. Stany Zjednoczone ratując się przed upadkiem swojego systemu finansowego pożyczają niesamowite ilości pieniędzy i emitują kolejne miliardy dolarów długu w postaci obligacji i papierów skarbowych. Podobnie postępują inne kraje – na przykład Japonia. Jakość tego długu wydaje się wątpliwa i opiera się na zaufaniu wobec Wujka Sama, który nigdy nie zbankrutował. Nieuchronny wzrost oprocentowania papierów skarbowych przełoży się na coraz poważniejsze problemy z narastającym ciężarem odsetek, które muszą płacić poszczególne kraje. Na dodatek kłopoty dotyczą wszystkich, także Polski. Jeśli ktoś będzie mógł pożyczyć Amerykanom środki na 5 czy 6% rocznie, będzie domagał się wyższej premii od takich państw jak Polska czy Grecja. Najlepszym instrumentem do obserwowania sytuacji na rynku amerykańskich obligacji są dziesięciolatki – aktualnie oprocentowane na 3,8% w skali roku.
5. Banki. Tu kwestia nie dotyczy bezpośrednio polskich banków (choć ich zagranicznych właścicieli jak najbardziej), ale tych kolosów na glinianych nogach, które uzyskały potężne wsparcie rządowe. Amerykańscy czy brytyjscy podatnicy bez ich chęci czy wiedzy, a często nawet mimo protestów, nagle stali się akcjonariuszami takich instytucji jak Citigroup czy RBS. Czy te banki są faktycznie zdolne do generowania zysków, czy też znowu wyciągną rękę po pomoc? Ten scenariusz przerabiają z marnym skutkiem od dwudziestu lat Japończycy. Oby świat nie wpadł w podobne bagno.
Patrząc na obecną gorączkę na rynku akcji, prawdopodobnie w dużej mierze stymulowaną przez wielkie banki (vide sekwencja wzrostów na giełdzie w Nowym Jorku), wydaje się, że jeśli wyżej wymienione zagrożenia (czy tylko część z nich) faktycznie pojawią się, jest to raczej kwestią miesięcy niż tygodni, więc ciesząc się z coraz wyższych wycen naszych akcji warto zachować czujność pamiętając o zasadzie, że giełda zwykle wyprzedza o kilka miesięcy zjawiska zachodzące w realnej gospodarce.
Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansówz dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.
Komentarze Czytelników (6)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
14:33 [29.12.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
21:05 [29.12.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
09:11 [30.12.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
13:45 [30.12.2009]
Największe zagrożenie dla Polski to kościół katolicki wyciągający z tego kraju miliardy złotych.
Zgłoś Odpowiedz
Gość
19:03 [30.12.2009]
Zgłoś Odpowiedz
132
16:48 [01.01.2010]
A przede wszystkim Prezydent, który zajął się jakimiś pierdołami z przeszłości, ściganiem swoich wrogów a zapomniał po co go wybieraliśmy. Drugi raz na kogos takiego nie zagłosuję.