W funduszach nie widać hossy
Zbigniew Papiński | Poniedziałek [09.11.2009, 14:35]
4 komentarze / Skomentuj
Fot. stock.xchng
W ostatnich tygodniach obserwujemy interesujące zjawisko: rynek podzielił się wyraźnie na dwie części. Pierwsza, złożona z największych spółek wciąż pokazuje sporą siłę i nadal nie gasi nadziei, że indeks WIG20 może znowu pobić rekord 2009 roku (teraz brakuje mu mniej niż 100 punktów). Druga część, czyli szeroki rynek mniejszych spółek od końca wakacji praktycznie zgasł. Wystarczy rzut oka na wykres sWIG80, grupujący 80 średnich i małych spółek, aby zauważyć, że tu hossa przeszła wyraźnie w opadający trend boczny. Drobni inwestorzy zainteresowani mniejszymi walorami czują się sfrustrowani obserwując takie sesje giełdowe jak choćby dzisiaj: WIG20 w tym momencie dynamicznie rośnie o ponad 2,3%, a sWIG80 dryfuje sobie na ledwie zauważalnych plusach. Gdzie tkwi problem?
Wydaje się, że brakuje masowych zakupów tak zwanej „ulicy”, która kupuje głównie przez pośredników, czyli przede wszystkim fundusze inwestycyjne. W pamięci zbiorowej wciąż są niezabliźnione rany po stratach głównie na tak zwanych „misiach”, czyli funduszach małych i średnich spółek, które najpierw dynamicznie skoczyły do góry, aby najmocniej ucierpieć w czasie bessy.
Oferta PGE przyciągnęła nieco inny typ inwestora. Tu chodziło o szybki i w miarę pewny zysk. Niektórzy strasznie emocjonują się olbrzymim popytem widocznym ze strony indywidualnych inwestorów, ale tak naprawdę te pieniądze były w dużej mierze wirtualne w postaci kredytów, które de facto nie wyszły poza banki z powodu olbrzymiej redukcji w IPO: 96,5%. Zresztą rodzi to niekorzystną interpretację podatkową dla „lewarowców”- urząd skarbowy może zakwestionować odliczanie kosztów kredytu przy rozliczaniu podatku dochodowego, ponieważ według aktualnie obowiązujących przepisów można tylko odliczać faktycznie poniesione koszty. Zgodnie z tą dość diabelską logiką inwestor kupił akcje wyłącznie za swoje środki, więc automatycznie prowizji oraz odsetek zapłaconych od kredytu na akcje PGE nie będzie mógł sobie odliczyć od podatku. To zmienia całą kalkulację.
Taka interpretacja sprawia, że zysk z PGE nie wydaje się aż tak wielki, bo albo inwestor uzyskał niewielką stopę zwrotu na kapitale własnym, albo koszt kredytu zjadł mu większość profitu i teraz wszystko zależy od ogólnej koniunktury na giełdach, o ile ktoś zdecydował się trzymać dłużej te akcje licząc na powtórkę z Bogdanki. Przypomnijmy, że Bogdanka debiutowała po 56,1 zł, a dziś jest notowana powyżej 73 zł.
Większość popytu indywidualnych inwestorów prawdopodobnie stanowią gracze „z doskoku” i teraz poczekają na kolejną dużą prywatyzację. Na celowniku mają obecnie PZU oraz Tauron. Tymczasem w tej chwili zarabianie na GPW wiąże się głównie z podłączaniem do największych, którzy interesują się wyłącznie dużymi, płynnymi spółkami. Nikt z nich nawet nie patrzy na walory, które mają na przykład milion złotych obrotu dziennie. Dla nich to za mało, aby zająć sensowną pozycję.
Co ciekawe, to zjawisko wcale nie jest wyłącznie lokalne i domeną naszego rynku. Jak pisze Mark Hulbert identycznie dzieje się w USA, gdzie ludzie są wyraźnie zniechęceni do agresywnych funduszy inwestycyjnych i zachowują sceptycyzm nie wpłacając zbyt wielu nowych środków mimo 8. miesięcy wzrostów. Rządzi wielki kapitał spekulacyjny i on dyktuje warunki. Jest to niebezpieczny fenomen, bo co potrafią zrobić tacy gracze mogliśmy śledzić na złotym przez kilka burzliwych miesięcy rozpoczynając od ubiegłych wakacji aż do połowy lutego tego roku, kiedy nasza waluta szybko straciła kilkadziesiąt procent w tak krótkim czasie.
Z tego powodu nie wolno nawet na krótko stracić z oczu swoich inwestycji, bo odwrót może być gwałtowny i szybki, a jedyną sensowną taktyką wydaje się w takim razie umieszczenie obronnych zleceń stop-loss, które stanowią ruchomą linię obrony potrzebną szczególnie właśnie w takich okresach, kiedy panuje niepewność co do dalszego kierunku rynku.
Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansówz dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wynikudecyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.
Komentarze Czytelników (4)
Zgłoś Odpowiedz
Gość
15:34 [09.11.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
20:16 [09.11.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
13:29 [10.11.2009]
Zgłoś Odpowiedz
Gość
21:42 [14.11.2009]